Po pierwsze, mamy hopla na punkcie tego, co się o nas mówi i pisze, więc fantastycznie poczytać reportaż podróżniczy bystrego angielskiego obserwatora, który opisał Polskę trzy razy: w latach 1934, 1945 i 1957.
Po drugie, przeszłość to zaginione lądy. Jako historyk z wykształcenia, o każdym z tych etapów dziejowych mojego kraju przeczytałem wiele tekstów, a jednak nieraz dałem się zaskoczyć i ponieść gawędom o nieistniejących światach.
Po trzecie, często powtarzam zasłyszaną gdzieś maksymę, że aby poznać jakiś kraj, należy w nim spędzić 7 dni albo 7 lat. Pierwsza opcja daje świeżość spojrzenia, otwartość na wszystko, druga – pogłębioną wiedzę i zrozumienie. Nieprzypadkowo Bernard Newman, autor zachwalanej tu trylogii, przywołuje tę mądrość w nieco odmiennej wersji w swojej pierwszej książce o Polsce.
Po czwarte, Anglik ma angielskie poczucie humoru, co znakomicie pomaga jego opowieściom, nawet jeśli czasem irytuje imperialne spojrzenie na świat. Jest świetnym obserwatorem, urodzonym reporterem, łatwo nawiązuje kontakty i czuje anegdotę.
Po piąte, szczerze polubił Polskę, zachowując jednocześnie zdrowy dystans, podlany ironią – bardzo zdrowe połączenie z naszej perspektywy.
Po szóste, ze względu na bieg czasu, jesteśmy od niego mądrzejsi, wiemy, co się niestety stało, a co nie, więc możemy westchnąć, kiedy w 1934 roku wieszczy, że Polska jest skazana na sukces, a nawet mocarstwowość, co stanie się najpóźniej w 1950 roku. Albo gdy w 1957 uważa, że z Rosjanami można racjonalnie się dogadać i w celu uspokojenia nastrojów w Europie proponuje, by Polska oddała Niemcom południe Dolnego Śląska w zamian za Lwów od Rosjan. Mylił się po wielokroć, ale często wykazywał się przenikliwością. Zabawnie czyta się różne legendy miejskie i wiejskie, które wciskali mu rozmówcy, a on nie miał narzędzi weryfikacji.
Po siódme, Rowerem przez Polskę Ludową, która właśnie się ukazała, można czytać oddzielnie, bo w rozdziałach 2–6 Newman streszcza dwa pierwsze tomy, ale oczywiście polecam całą trylogię, szczególnie miłośnikom historii, reporterom i wszystkim czytelnikom ceniącym reportaż.
Po ósme, małe memento. W 1934 roku Newman pisał: „W gruncie rzeczy sporo polskich problemów rozwiąże się samoistnie, gdy Polska zyska to, czego potrzebuje najbardziej – 20 lat pokoju.”
Przekład (mrówcza robota!): Ewa Kochanowska.
Znak Horyzont

